Z wielkim żalem zawiadamiam, że 18ego czerwca o godzinie 4:17 rano doktor O. Carl Simonton zmarł nagłą, ale spokojną śmiercią.
Poprzedni dzień wypełniony był aktywnymi przygotowaniami do żeglowania. Wieczorem zadławił się ulubioną kanapką. Przewieziony został do pobliskiego szpitala. Carl był otoczony rodziną i przyjaciółmi i nawet udało się przemycić jego ukochaną suczkę Stellę, którą tak często z radością wspominał na swych wykładach i która przechadzała się po jego klatce piersiowej. Wyraźnie sprawiało mu to przyjemność oraz to, jak wspominaliśmy dobre czasy i jego dowcipy.
Większość czasu w szpitalu jego serce pędziło z około 135 uderzeniami na minutę z pojawiającymi się od czasu do czasu przedwczesnymi skurczami komorowymi (PVC). Przed 4 rano 18ego, jego zmęczone serce zaczęło stopniowo zwalniać. Przez pięć minut zwolniło do 125 i przez następne ok. 20 min. o 4:17 do zera. Carl pozostał spokojny, odprężony, otoczony bliskimi, którzy trzymali się z nim za ręce, modląc się, medytując i dzieląc się podnoszącymi na duchu wspomnieniami. Carl podążał za słowami swojej medytacji śmierci, energia uchodziła przez szczyt głowy ku światłu. Nie było żadnych znaków agonii, żadnej granicy między życiem i śmiercią dokładnie tak, jak tego nas uczył. Więc w rzeczywistości nie znamy czasu jego przejścia. To był bardzo łagodny proces bez znaków jakiegokolwiek dyskomfortu.
Do ostatniego dnia Carl był pełen optymizmu, bezcennego poczucia humoru oraz witalności. Był u nas na imprezie w zeszłą niedzielę i swoim rubasznym dowcipem o rumieniec przyprawił katolickiego zakonnika z Holandii. Planował żeglowanie na Pacyfiku ze swoimi dziećmi Elizabeth i Chasem na Dzień Ojca, który tutaj przypadał na 21-ego czerwca. Cieszył się na spotkanie z rodziną i przyjaciółmi na swoje urodziny 29ego czerwca. Dzielił się nowymi pomysłami, które wprowadzał w swoim życiu i Programie Simontona oraz w nowej książce, nad którą pracowaliśmy.
Jasne jest, że życzyłby sobie, żeby rozpoczęta przez niego praca była kontynuowana i rozwijana dalej. Z perspektywy Simonton Cancer Center i Simontonowskiego Instytutu Zdrowia chcemy, żeby tak dalej się działo i by zobowiązania zostały spełnione. Będzie to wymagało nowych strategii, otwartych umysłów i ufających serc, z nadzieją na najlepsze bez przywiązania do wyniku. Głębokim przekonaniem Carla było to, że po tym życiu zanurzamy się w ocean niezwykłej mądrości i mamy dostęp do zasobów, które są poza zasięgiem w doczesnym życiu. Dlatego wierzymy, że w dalszym ciągu jest wśród nas nie tylko przez swoje nauki, ale pozostaje zaangażowany i pomaga nam rozwijać Program do jeszcze wyższych poziomów. Przejawy jego pomocy wielu z nas już odczuło w tych kilku dniach.
W tym trudnym okresie prosimy o wsparcie dla fundacji Simontonowski Instytut Zdrowia i pomoc w stawianiu czoła nowym wyzwaniom i wydatkom poprzez darowizny na konto Bank BPH 85 1060 0076 0000 3200 0133 2440.
Pozostajemy otwarci na wszelkie sugestie, jak dalej mają się rozwijać Wasze ośrodki i Wasza praca. Dziękujemy za wsparcie.
Pozdrawiam serdecznie,
Mariusz Wirga
Prosimy o wpisy wspominające doktora Simontona i jego pracę >>